wtorek, 15 maja 2012
Wolność
Gdybym była trenerem fitness i powiedziała komuś, że z nim pracować nie będę, bo jest za gruby i to obraża moją moralność, to byłaby afera, czy nie? Gdybym była lekarzem, który stwierdza, że jego poglądy nie pozwalają mu leczyć ciężko chorych bo Bóg dał, Bóg wziął? Gdybym z powodu swoich przekonań i moralności postanowiła nie obsługiwać osób noszących na szyi krzyżyk? Gdybym jako kierowca autobusu zakazała wsiadać czarnoskórym? Albo osobom w moherowym wdzianku na głowie? Mogą przecież poczekać na inny autobus, prawda? Mogą iść do innego lekarza, sklepu, trenera. To ich lenistwo i egoizm sprawiają, że chcą mieć prawo do korzystania z pewnych usług i chcą to dostać w miejscu, które teoretycznie jest do wykonywania tych usług przeznaczone. Tylko, że gdybym czegoś takiego spróbowała, podniósłby się raban. A kiedy wielce wierzący próbują, wszystko jest jak najbardziej ok i zgodne z moralnością. Bo przecież muszą się bronić! Nienawidzę tego świata co raz bardziej. Co raz bardziej chcę się od niego odseparować, uciec.
poniedziałek, 23 kwietnia 2012
Welcome alive.
Wbrew pozorom żyję. Przerzuciłam się tylko na Deviantarta, gdzie toczy się spora część mojego wirtualnego życia. Chociaż przyznaję otwarcie, że życie realne pochłania mnie bardziej, dużo, dużo bardziej. Przynajmniej kiedy moje Szczęście jest w domu. Cudownie jest mieć wspaniałego mężczyznę, który naprawi piekarnik... I nie chce mi się. I mam przestoje. I zastój umysłowy. I snuję marzenia, a czasami plany na przyszłość. I jestem szczęśliwa. Czasami myślę o dziwnych rzeczach, o których nie sądziłam, że mogę myśleć. Reaguję na sytuacje, na które nie reagowałam. Złoszczę się na świat, że jest jaki jest. Przytulam się. Rysuję. Bolą mnie stawy w trybie ciągłym. Storczyki kwitną jak głupie, w notatniku chaos. Wiosna, panie dzieju, tego. Wiosna. Stała i nieustająca, z elementami świątecznymi.
czwartek, 15 marca 2012
Do zobaczenia
Księżyc lśni zimnym, lodowym blaskiem, a ty przyjacielu chyba trochę się zapędziłeś? Nieszczęsny durniu, w końcu stracisz swoją bezużyteczną głowę. O jeden raz za dużo przekroczyłeś granicę, o jeden raz za dużo przez las poniósł się pełen gniewu skowyt. Dziś kły lśnią żywą czerwienią świeżej krwi, mięśnie pracują pod skórą, drżą w napięciu, ciało gotowe jest do skoku. Chcemy poczuć smród twojego strachu, chcemy widzieć twoją paniczną ucieczkę. Zanim cię dopadniemy, zanim wyszarpniemy z ciebie życie. Tej nocy rozpocznie się polowanie, które zapewni nam trochę rozrywki w te długie, jakże długie, dni. Choć musimy przyznać, że marna to zabawa, gdy zabawka jest popsuta i zdecydowanie trzeciej lub czwartej jakości. Nie warta nawet tego wysiłku, jakim jest oderwanie łap od ziemi. Głupcze, przed nami nie ma ucieczki, nie ma miejsca gdzie mógłbyś się schronić. Jednak pozwolimy ci się łudzić przez jakiś czas. To czyni grę bardziej zabawną. Będziemy obserwować jak z przerażeniem zaglądasz w cienie, jak drżysz i pocisz się słysząc wycie każdego kundla, jak z paniką w oczach patrzysz na odciski łap na śniegu. W końcu, niemal obłąkany ze strachu, zamkniesz się w jakimś dziwnym miejscu, które wy, ludzie, uważacie za bezpieczne… Podpowiemy ci coś. Oczekuj nas w blasku księżyca. Wypatruj nas w srebrzystoszarych cieniach i plamach światła między drzewami. Oznajmimy nasze przybycie. Zapowiemy się. A potem wszyscy razem, jak to bracia… skoczymy ci do gardła. Nie zależy nam na twojej krwi, głupcze. Na twoim życiu również nie tak bardzo, jak mogłoby ci się wydawać. Za swoje zbrodnie zapłacisz inną cenę. Zadatkiem będzie twój strach. A końcową opłatą… twoja dusza. Niestety, wy ludzie jesteście tak dziwnie skonstruowani, że nie można odebrać wam duszy bez uśmiercania was. Idiotyczne rozwiązanie i marnowanie dobrego ciała, z którego mógłby skorzystać kto inny. Cóż. Nie nam rozstrzygać jak ma być świat skonstruowany… Co nam przyjdzie z twojej duszy? (śmiech) Przekonasz się o tym, człowieczyno. Przekonasz się. Księżyc tak pięknie dziś wygląda na jasnym, mroźnym niebie. Świeża krew paruje na śniegu, jej zapach drażni nasze nosy, dotyka naszego jestestwa. Oczywiście, jesteśmy na ciebie wściekli. Nienawidzimy cię za to, co uczyniłeś. Jednak w jakiś dziwny sposób jesteśmy ci również wdzięczni, że przez twoją głupotę, arogancję i zadufanie możemy znów ruszyć przez cienie. Z tej wdzięczności zaśpiewamy dla ciebie, człowieku. Nasz głos poniesie się echem przez dolinę, a ty zadrżysz słysząc naszą pieśń. Mówimy ci: do zobaczenia…
Napisałam coś po raz pierwszy od roku. Nie inspirowane niczym, jakoś samo wyszło.
poniedziałek, 12 marca 2012
Szczęście i słowa
W półmroku dwa splecione razem oddechy, światła samochodów ślizgające się po nagiej skórze, zapach wiatru w pościeli, srebrny dźwięk wietrznych dzwonków.
Uśmiech się!
niedziela, 11 marca 2012
Hiperrealizm
Może podpadnę. Niektórym już podpadłam. Ale nie przepadam za hiperrealizmem. Nigdy nie ciągnęło mnie do tego, żeby próbować tak rysować (malować), bo raz- nie mam do tego cierpliwości, dwa- nie jest to coś, co chciałabym osiągnąć. Oglądałam dziś dwie prace. Niesamowicie realistyczną żarówkę, można było spokojnie pomylić ją ze zdjęciem. Drugą pracą była dziewczyna z wilkiem. Do hiperrealizmu sporo brakowało, ale widać było, że wilk to wilk, dziewczyna to dziewczyna a nie owca, sowa jest sową, z nieba pada śnieg, a nie granaty. I zgadnijcie, która praca przemówiła do mnie bardziej? Ta druga. Opowiadała jakąś historię, przekazywała jakieś emocje, mówiła coś o autorze i sposobie jakim myśli. Natomiast żarówka... no cóż. Gdybym chciała zdjęcie żarówki, zrobiłabym je sobie. Nie widzę sensu w powielaniu czegoś, co już raz zostało uwiecznione. Idealne odzwzorowywanie zdjęcia. Fajnie. Cudownie, ktoś posiada niesamowite umiejętności i zdolność obserwacji. Podziwiam go i szanuję za to. A jednak jego prace są dla mnie mniej wartościowe niż prace kogoś, kto może nie superrealistycznie, ale opowiada coś, pokazuje siebie i swój świat. Podpadłam tym sposobem myślenia mojej grupie. Oni za ideał uważają skopiowanie zdjęcia. A ja chcę przelać na papier siebie, swoje myśli, odczucia, stan umysłu, pomysł. To co widzę przekształcać tak, żeby zaczęło znaczyć coś więcej. To samo ze zdjęciami, które powinny nieść ze sobą coś więcej niż obraz. Ale to zupełnie inna historia...
sobota, 10 marca 2012
Kwoka
"Będziesz musiała jakoś wykluć to jajko." - Hans. Kontekst tego zdania niech pozostanie tajemnicą...
poniedziałek, 05 marca 2012
Czerń w kolorze skrzydła szpaka
To co prawda nie jest pióro szpaka, ale myślę, że to w niczym nie przeszkadza.
Charcik
W lutowy weekend wybraliśmy się do Sandomierza, o tak, popatrzeć, pooglądać. Odkryliśmy, że malutkie miasto, a zwłaszcza rynek obfituje w malutkie, bardzo dziwne sklepiki. I w jednym z tych sklepików znaleźliśmy mosiężnego charta. Urzekł mnie od razu, a za zgodą Hansa trafił do naszego domu.
piątek, 24 lutego 2012
Chude
Szczęście tuczy, odkąd jestem z Hansem zaczęłam znowu czuć smaki i mieć apetyt na jedzenie, co zaowocowało przybraniem na wadze, a jakże! (puszcza oko) Jemu to nie przeszkadza, tylko ja się trochę zawzięłam. Tłuszczyku prawie się pozbyłam, zostało co nie co, waga ni cholery nie chce iść w dół, nie powiem co urosło. Ale. Mimo, że chudzielcem już nie jestem, szczuplakiem podobno też nie, tylko jestem "normalna" (swoją drogą, nie znoszę tego określenia...), to patrząc na lansowane zdjęcia, modelki na portalach zrzeszających ludzi związanych ze światem modelingu... czuję się gruba. Tłusta. Kaszalotowata. Mimo tego, że tłuszczyk zastąpiłam mięśniami, to żebra nie wystają, obojczyki, kręgosłup i talerze biodrowe też jakoś nie chcą. Wniosek - dla sporej części ludzi takie jak ja są GRUBE. Przeglądaliśmy razem z Hansem okładki z jakiegoś amerykańskiego pisma o świecie fitness i dziewczynach. Do roku 1999 przedstawiano normalne, wysportowane kobiety z ciałkiem, apetycznie zbudowane, atletyczne, takie... kobiece. A potem poszłooooo. Zaczęło się lansowanie stworzonek, którym żebra przebijają kostium kąpielowy, a smutne woreczki, które pozostały z piersi w wyniku odchudzania wypełniają silikonem. Jednak mimo wszystko, te chude stworzonka mają przynajmniej choć trochę mięśni. Gdzie indziej królują kości obciągnięte skórą, nawet bez dodatku silikonu. Zastanawiam się tylko, po co? I czy coś się zmieni w tej materii? Powinnam też napisać parę zdań o tym, że Photoshop najlepszym przyjacielem kobiety i modelki, ale szkoda mi maltretować klawiaturę. A to moje plecki, kwiat kaktusa robiony w środę.
poniedziałek, 06 lutego 2012
Z łebkiem na biurku
Prawie wypiłam wodę po myciu pędzli, leżę z głową na biurku i słucham tykania zegara. A on tak sobie gada, gada, gada, czas ucieka, robi się co raz później... Czekam. Trójka gra, Mann rozgrzewa w mroźną noc. O dwudziestej pierwszej wywiad z panem, który z kolei robił wywiad z polskimi Żydami. I tak pusto mi tutaj. Przekładam się z kanapy na krzesło, z krzesła na podłogę, z podłogi znowu na kanapę, tylko pod koc, ręce biegają bez sensu na klawiaturze, tu coś napiszę, tam coś maźnę, utytłam się w farbie. A wszystko dlatego, że czekam na Ciebie, aż wrócisz z pracy. I znowu będę rozbijać się o ścianę i drzwi, żeby Ci w końcu otworzyć.
|
Archiwum
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Czytam namiętnie
O mnie
Przyjaciele
Różne
Youtube
Zdjęciowo
|